Miód z własnej pasieki: kulisy Chaty Pod Jaworem
Miód z własnej pasieki, który jecie u nas do śniadania, powstaje tuż przy Chacie. Zajrzyjcie za kulisy: jak pierwszy raz w życiu wychowuję matki pszczele pod Soszowem, czym jest odkład i dlaczego to wszystko trafia potem na Wasz stół.
WIOSNA NA SOSZOWIE
6/2/20263 min read
Miód z własnej pasieki: kulisy Chaty Pod Jaworem
Miód z własnej pasieki, który jecie u nas do śniadania, nie przyjeżdża do nas w słoiku z hurtowni. Powstaje kawałek od Chaty, przy lesie, w ulach, które codziennie mijam. A w tym tygodniu dzieje się przy nich coś, czego sama do niedawna nie umiałam sobie wyobrazić, więc chcę Cię wziąć za kulisy tych fascynujących wydarzeń.
Skąd właściwie bierze się ten miód
Kiedy rano stawiam przed Tobą słoik, to nie jest gest marketingowy. To po prostu to, co mamy pod ręką. Pasieka stoi przy Chacie, a my doglądamy jej sami, przez cały sezon. Dlatego wiem, jak pachnie każda partia i czemu jedna jest jaśniejsza, a druga ciemniejsza.
To jest ta sama prawda, na której stoi całe to miejsce: u nas rzeczy są stąd. Nie udajemy, nie dokupujemy, nie podmieniamy. Miód z własnej pasieki to dla mnie najprostszy dowód, że tu wszystko jest naprawdę.
Czerwiec, czyli najgorętszy czas przy ulach
Czerwiec w pasiece to nie jest spokojne patrzenie na pszczoły w słońcu. To moment, w którym rodziny są najsilniejsze i z natury chcą się dzielić. Gdyby je zostawić same sobie, po prostu by się wyroiły, czyli połowa pszczół odleciałaby założyć nowy dom gdzie indziej.
Naszym zadaniem jest zdążyć przed nimi i pokierować nimi i tym, co i tak chcą zrobić. Stąd dwie rzeczy, które robimy właśnie teraz: wychów nowych matek i odkłady. Brzmi fachowo, ale zaraz opowiem to po ludzku.
Pierwszy raz w życiu: zostałam matką matek
W zeszłym tygodniu zrobiłam coś, czego nigdy wcześniej nie próbowałam. Wzięłam cienki gryfel, taką specjalną łyżeczkę, i przekładałam nią maleńkie, jednodniowe larwy do osobnych miseczek na ramce. Z każdej takiej larwy pszczoły mogą wychować nową matkę. Można więc powiedzieć, że na chwilę zostałam matką matek:)
Ręce mi przy tym drżały, bo larwa jest niewiele większa od ziarnka maku, a od tego, jak ją przełożysz, zależy całe jej życie. To metoda stara jak świat, a właściwie opisana już w 1889 roku przez pewnego Amerykanina, Doolittle’a. Pszczelarze używają jej do dziś, bo działa: pszczoły przyjmują przełożone larwy i odciągają z nich mateczniki.
Dlaczego akurat najmłodsze larwy
Tu jest rzecz, której sama do niedawna nie wiedziałam, a która mnie ujęła. Im młodsza larwa, tym lepsza matka z niej wyrośnie. Liczą się dosłownie godziny. Dlatego bierze się te jednodniowe, ledwo widoczne.
Matka pszczela to serce całej rodziny. To ona składa jajka i to od niej zależy, czy rodzina będzie silna, zdrowa i łagodna. Bez dobrej matki nie ma dobrej rodziny, a bez dobrej rodziny nie ma miodu. Cała ta dłubanina łyżeczką to tak naprawdę dbanie o to, co wydarzy się za rok.
A czy się uda? Jeszcze nie wiem
I teraz szczerze, bo nie chcę robić z tego sukcesu, zanim się wydarzył. Nie wiem jeszcze, ile z tych larw się przyjmie. To nie jest pewnik. Pszczoły potrafią nie odciągnąć mateczników, jeśli pogoda zawiedzie albo zabraknie pożytku, czyli pyłku i nektaru w okolicy.
Za jakieś dziesięć dni zajrzę i policzę, ile mateczników pszczoły mi wykończyły. Dopiero wtedy będę wiedziała, czy mój pierwszy raz się udał. Trzymajcie kciuki razem ze mną.
Odkład, czyli jak z jednej rodziny robią się dwie
Druga rzecz, którą robimy w tym tygodniu, to odkład. To brzmi tajemniczo, a jest dość proste: z silnej rodziny zabieram kilka ramek z czerwiem, czyli z młodymi pszczołami w zalążku, dokładam pokarm i młode robotnice, i tak powstaje nowa, osobna rodzina.
Na początku czerwca wystarczą do tego dwie, trzy ramki, bo rodziny są w pełni sił. Robi się to z dwóch powodów: żeby mieć więcej rodzin, i żeby te silne nie wpadły w nastrój rojowy i nie uciekły do lasu. Trochę jak wypuszczenie dziecka z domu, zanim samo trzaśnie drzwiami.
Co to ma wspólnego z Twoim śniadaniem
Wszystko. Bo każda nowa matka i każdy nowy odkład to miód, który trafi na Wasz stół za rok albo dwa. Kiedy następnym razem usiądziesz u nas rano i sięgniesz po słoik, będziesz już wiedzieć, że za tą jedną łyżką stoi cały sezon przy ulach i moja drżąca ręka z gryflem.
To jest właśnie różnica między miodem z półki a miodem z własnej pasieki. Nie chodzi o etykietę. Chodzi o to, że ktoś tu naprawdę był, doglądał, liczył mateczniki i czekał. A potem postawił to przed Tobą do chleba z masłem.
Jeśli chcesz zobaczyć, co jeszcze pojawia się u nas na śniadanie, zajrzyj na stronę o naszej kuchni. A jeśli kiedyś przyjedziesz w czerwcu, być może akurat trafisz na dzień, w którym przy ulach dzieje się to wszystko, o czym tu napisałam.
Daleko od wszystkiego. Blisko tego, co ważne.
Telefon
Czasem piszę. O tym co słychać w Chacie, co się tu dzieje i kiedy mam wolne miejsca albo coś specjalnego do zaoferowania. Jeśli chcesz być pierwsza/y w kolejce — zostaw mi swój adres mailowy.
Adres i nazwa firmy:
Agroturystyka "Pod Jaworem" Iga Prochowska
ul. Soszowska 14, 43-460 Wisła
REGON: 140960792, NIP: 5272223604
