Skąd się wzięliśmy na Soszowie:)

zaczęło się w Warszawie

Oboje urodziliśmy się i wychowaliśmy w Warszawie. Ale od małego byliśmy wywożeni w góry. Rodzice zadbali o to skutecznie i chyba nieodwracalnie:). Jako nastolatkowie zaczęliśmy jeździć sami. Plecak, namiot, Bieszczady, Beskid Niski. To wtedy zrozumieliśmy, że góry to nie wakacje. To sposób na życie.

kiedy się poznaliśmy, wiedzieliśmy jedno...

że nie zostajemy w mieście. Nie wiedzieliśmy jeszcze kiedy ani jak, ale wiedzieliśmy, że to kwestia czasu. Życie jednak ma swoje wymagania. Praca, zarabianie, obowiązki. Urodził się Stasio, nasz pierwszy syn. Próbowałam różnych rzeczy: zmieniałam pracę, zmieniałam stanowiska, w końcu założyłam własną firmę. Klub Maluszka "Różowa Chmurka". Myślałam, że w ten sposób zarobię na nasze nowe życie w górach. Przez chwilę szło dobrze. Potem firmę musiałam zamknąć. Urodził się Witek, drugi syn.

I wtedy powiedzieliśmy sobie dość. Warszawa to nie nasze miejsce. Czas działać tam, do czego nas ciągnie.

dwa razy próbowaliśmy kupić ziemię

Rodzice nam zawsze powtarzali: znajdź działkę, wybuduj dom, wtedy zacznij nowe życie. Próbowaliśmy tak dwa razy. Dwa razy się nie udało. Rozgoryczeni i zmęczeni wpadliśmy na pomysł, który zmienił wszystko.

Przecież nie trzeba mieć własnej ziemi, żeby zacząć mieszkać w górach.

Zaczęliśmy szukać schronisk do wydzierżawienia. I znaleźliśmy Chatę na Orłowej.

Nie zastanawialiśmy się długo. Za resztę oszczędności kupiliśmy czarnego Nissana Patrola, spakowaliśmy cały swój dobytek i ruszyliśmy w Beskid Śląski.

Orłowa, potem Soszów

Rok na Orłowej nauczył nas dużo. Ale czuliśmy. że to jeszcze nie to miejsce. Przeprowadziliśmy się do schroniska na Soszowie. Cztery lata w schronisku, coraz lepiej, coraz bliżej. I ciągle to samo przeczucie, że jeszcze nie dotarliśmy tam gdzie powinniśmy.

od 2014 w Chacie Pod Jaworem

Wreszcie kupiliśmy własny dom w górach. I od tamtej pory tu jesteśmy. Nieprzerwanie od ponad dziesięciu lat.

Tu wreszcie poczuliśmy, że jesteśmy u siebie. Tu urodził się nasz trzeci syn. Tu zrozumieliśmy że ta długa, kręta droga z Warszawy na Soszów miała sens i że nie zamienilibyśmy jej na nic innego.

Maciek zajmuje się tym czego na co dzień nie widać. Dzięki niemu wszystko u nas działa. Ja zajmuję się tym co widać: śniadaniem, rozmową, pytaniem czy czegoś nie potrzebujesz.

Jesteśmy w ty razem od lat. Wiemy co robimy.

Jeśli chcesz poznać całą naszą historię — koniecznie nas odwiedź.